Był post po miesiącu użytkowania, więc może warto sprawdzić, jak fotel DXRacer sprawuje się po czterech latach? Czy nadal wybrałbym ten model po dłuższym czasie?

Stan fotela

Nie ma co ukrywać, dla fotela programisty cztery lata to całkiem sporo. Zwykle po takim czasie spłaszczona gąbka spod siedziska uwalnia się i ucieka w świat, podłokietniki orbitują wokół, a podparcie pleców już dawno żyje swoim życiem i wymusza na właścicielu niechciane ćwiczenia w najmniej odpowiednim momencie. Jak więc teraz wygląda mój fotel? O tak:

Jak możecie zauważyć, materiał trochę się pobrudził, trochę zakurzył, ale poza tym, wszystko wygląda w porządku. Nie udało mi się znaleźć przetarć, których po takim czasie można by się spodziewać. Mechanika podnoszenia fotela i regulacji oparcia również zachowuje się tak, jak powinna, a podłokietniki nie mają żadnych niechcianych luzów. Jeżeli chodzi o siedzisko i podparcie pleców, moim zdaniem fotel jest tak samo wygodny jak na początku i nie odczuwam zużycia tych elementów. Podobnie sytuacja ma się z kółkami, nie widać żadnych pęknięć i nadal spełniają swoją rolę.

Jedna wada

Jedynym minusem jak dla mnie są te plastikowe nakładki widoczne na ostatnim zdjęciu. Czasem zdarza się, że wstając z krzesła, czy przebierając nogami podczas kolejnych zmagań z SharePoint’em, zahacza się o nie i odpadają. Po kilku powtórzeniach ich zaczepy przestały spełniać swoją funkcję, więc teraz jedynym wyjściem byłoby przykleić je na stałe.

Podsumowanie

Na koniec z czystym sumieniem powtórzę to, co napisałem w poprzednim poście – gdybym musiał kupować kolejny fotel, jeszcze raz wybrałbym DXRacer. Myślę, że tego rodzaju krzesło jest dobrym kompromisem pomiędzy wygodą użytkowania a ceną, jeżeli porównamy je do produktów reklamowanych jako ergonomiczne. Z chęcią zamontowałbym taki fotel w swoim samochodzie, bo konstrukcja Skody pozostawia wiele do życzenia… 🙂